Klatraty metanu: kolejna rewolucja w gazownictwie?

Łatwopalny lód, bo tak również określane bywają klatraty (lub hydraty) metanu, pojawia się w ostatnim okresie w centrum zainteresowania światowych mocarstw. Uzyskanie technologii pozwalającej wydobywać surowiec ze złóż dotychczas niebranych pod uwagę może zmienić oblicze gospodarki i istotnie wpłynąć na globalne ceny LNG.

Tytułowe klatraty metanu brzmią tajemniczo, więc warto krótko wyjaśnić czym są oraz czemu nie były dotychczas eksploatowane. Powstają one, gdy molekuły zostają otoczone przez wodę, tworzącą dla nich swoistą klatkę. Gaz w tej postaci przypomina lód i występuje pod ziemią lub poziomem wody wyłącznie tam, gdzie panuje odpowiednie ciśnienie i temperatura. Co ważne, w przypadku zmiany warunków substancja staje się wyjątkowo niestabilna, grożąc potężną eksplozją, skutkującą ogromnymi osuwiskami zarówno tymi na powierzchni, jak i podmorskimi. Dlatego też wszelka ingerencja i próby wydobycia są niebezpieczne i skomplikowane. Niemniej już od jakiegoś czasu podejmowane są próby pozyskiwania tego rodzaju złóż których ilość, choć trudna do oszacowania, jest uznawana za wielokrotnie przewyższającą wszystkie inne paliwa kopalne razem wzięte. Według danych US Energy Information Administration mówimy o 2,800 bilionach m3, podczas gdy rocznie wydobywa się 3,5 miliarda m3. Oznacza to, że surowca mogłoby wystarczyć nawet na kilkaset lat.
Continue reading

Jak elity biorą rozbrat z rzeczywistością: gdybanie na łamach The Economist

Zachodnie globalistyczne elity nie mogą pogodzić się ze zwycięstwem Donalda Trumpa ani z Brexitem. Nie dopuszczają myśli, że ich ideologia ponosi porażkę, toteż gdy rzeczywistość ośmiela się nie słuchać się ich fantazjowania, zaczynają tworzyć jej wirtualny odpowiednik, świat, w którym ich „fachowe” przewidywania zawsze się sprawdzają zaś niepowodzenia w ogóle nie mają miejsca. Przykładem tego jest The Economist, który swój portal zamienił na propagandową tubę zatytułowaną, „a co by było, gdyby”.

W najnowszym zamieszczonym tam artykuleprzypisuje się nadludzkie siły nowemu bohaterowi elit, Emmanuelowi Macronowi, który w maju z łatwością rozgromił „moralnie złą” Marine Le Pen. W mniemaniu The Economist Macron to postać na miarę Jezusa, co widać po tym, że przedstawiono go na okładce miesięcznika jak kroczy po wodzie.

Scenariusz wieszczący sukces Macrona opiera się na założeniu, że przeprowadzi on cudowne reformy, dzięki którym, po przełamaniu początkowych trudności, powstanie olbrzymia liczba miejsc pracy, zaś wymykający się spod kontroli budżet państwa zostanie uzdrowiony. W tekście nie ma odpowiedzi na pytanie, jak właściwie można to wszystko osiągnąć. Optymistyczne przewidywania bynajmniej na tym się nie wyczerpują. Cud uczyniony przez Macrona ma zamienić Francję na drugą Dolinę Krzemową, czyli na raj dla początkujących przedsiębiorców. Czyż nie przypomina to nam bańki internetowej z lat dziewięćdziesiątych? Dalej, gdy już “Francja znowu stanie się kwitnąca” a Marion Maréchal-Le Pen, siostrzenica Marine (która, tak na marginesie, już się z polityki wycofała, ale po co o tym mówić The Economist? Zburzyłoby to ich narrację, a przecież potrzebują oni antybohatera jak powietrze) zostanie pokonana, wtedy cudotwórca Macron sprawi, że i cała Europa rozkwitnie. Pojawiają się już artykuły na temat “francuskiego odrodzenia”, jak donosi nam autor tekstu, liberalny intelektualista i lokaj Macrona. Rozwodzi się on nad “wspieranymi finansowo przez Unię działaniami wojskowymi w Sahelu”, ponieważ najwyraźniej to jest to, czego Europa potrzebuje najbardziej. No cóż, destabilizacja różnych państw już swój egzamin zdała, czyż nie? Artykuł ani się nie zająknie na temat islamskiego terroryzmu, toteż domyślamy się, że ma on w cudowny sposób zniknąć, tak jak znikną problemy, na które cierpią podparyskie przedmieścia, którym także nie poświęca się zbyt wiele miejsca. I znowu nie pisze się nic o tym, jak to wszystko zostanie dokonane, zgadujemy zatem, że za pomocą czarów.
Continue reading

Odrażająca inicjatywa UE: piętnowanie różnicy poglądów jako “rosyjskiej propagandy” dokonywane pod dyktando Sorosa

Rosja to ulubiony kozioł ofiarny zachodniego establishmentu, na którego spycha się własne niepowodzenia. Od Brexitu i wygranej Trumpa zachodnie elity nieustannie usiłują powiązać niezadowolenie obywateli z „rosyjską dezinformacją”, „hakerami” lub „trolami”, byle tylko nie z własną polityką. W Stanach Zjednoczonych przybrało to postać polowania na czarownice tj. na zwolenników Donalda Trumpa, natomiast w Europie postanowiono stworzyć „listę proskrypcyjną” tych środków masowego przekazu, które nie przejawiają szczególnego entuzjazmu wobec pomysłu skonfliktowania się ze wschodnim sąsiadem. Pod oficjalnie głoszonym pozorem przeciwdziałania „dezinformacji płynącej z Rosji” Europejska Służba Działań Zewnętrznych stworzyła „przegląd dezinformacji”,na którym cotygodniowo zamieszczane są aktualizacje “nieprawdziwych wiadomości” oraz stron, które je podają.

Europejska Służba Działań Zewnętrznych pozwoliła sobie nazwać dziennikarzy śledczych oszustami, którzy są pozbawieni lojalności wobec Unii Europejskiej, o czym ich zresztą nie raczyła powiadomić. Na liście tej widnieje oświadczenie, że „przegląd dezinformacji nie jest oficjalnym stanowiskiem Unii Europejskiej”. Niemniej jednak powstał on z polecenia Rady Europejskiej, stanowi część „służby dyplomatycznej” Unii Europejskiej (dlatego też jest przez nią finansowany), posługuje się jej symbolami i podaje jej oficjalne adresy. Tak więc jest agendą Unii Europejskiej, a mimo to nie reprezentuje jej stanowiska? Wydaje się, że oświadczenie zostało złożone w wyraźnie nieuczciwym celu rozprawiania się z niezadowoleniem obywateli.

Tworząc ten intelektualny pręgierz, Europejska Służba Działań Zewnętrznych zachowuje się jak reżim autorytarny, który działa poza prawem. Ponieważ wolność słowa jest podstawą zdrowej demokracji, Europejska Służba Działań Zewnętrznych działa na szkodę wartości wyznawanych przez Unię Europejską.
Continue reading

Donald Trump: kolejny neokonserwatysta czy nareszcie realista?

Dla wielu nowy prezydent USA jest postacią kontrowersyjną. Jego stanowcze deklaracje o stawianiu interesu Ameryki ponad wszystkim innym wzbudzają wśród sojuszników obawy. Jednocześnie jego prezydentura nie jest póki co wolna od działań opartych na ideach. Świat zastanawia się wobec tego, czy Donald Trump będzie kontynuatorem neokonserwatywnej polityki George’a W. Busha, czy raczej autorem własnej doktryny, opartej na realizmie. Dla wszystkich byłoby lepiej, gdyby okazało się, że druga opcja jest tą prawdziwą…

Oba nurty prezentują znacząco odmienne stanowiska. Choć w obu akcentuje się prymat interesu narodowego, to neokonserwatyści mają tendencję do kierowania się szeregiem wartości. Zarzuca się im między innymi przekonanie, że USA mają obowiązek pełnić rolę „światowego szeryfa”, który pilnuje porządku, gdy którekolwiek państwo narusza międzynarodowe normy. Przyjmują, że Ameryka musi stale pokazywać swoją potęgę, aby budzić respekt. Podobnie jak liberalne jastrzębie są chętni do interweniowania w różnych zakątkach świata, również tam, gdzie Waszyngton nie ma interesów.

Realiści uznają, że w interesie USA jest równoważenie zagrożeń i dążenie do utrzymania własnej potęgi. W przeciwieństwie do neokonserwatystów przyjmują, że należy wykorzystywać pojawiające się możliwości, poszerzać wpływy tam, gdzie to możliwe, a jednocześnie rezygnować z bezsensownych interwencji opartych na przesłankach etycznych. Ogólnie rzecz ujmując, obie perspektywy różnią się tym, że według realistów pokój można osiągnąć przez unikanie niepotrzebnych konfliktów, a według drugiej ze szkół przez kształtowanie świata według własnej wizji i przy użyciu wszelkich dostępnych środków.
Continue reading

Donald Tusk i jego syn w centrum korupcyjnego skandalu

Ta afera to wielki skandal z udziałem aktualnego szefa Rady Europejskiej i jego syna. Jak to się stało, że polityk, który obecnie tak gorliwie zabiega o praworządność w Polsce, gdy był premierem jej rządu, zlekceważył sobie informacje zarówno ze strony szefa ABW Bondaryka jak i prezesa NBP, które informowały go o tym, że Amber Gold to piramida finansowa? Późniejsze pretensje w tym kontekście Donalda Tuska do generała Krzysztofa Bondaryka, że go nie ostrzegał, wydają się być jedynie taktyką obronną byłego premiera polskiego rządu i obecnego przewodniczącego Rady Europejskiej, zaś jego obecne ataki na polski rząd to nie walka o praworządność i demokrację w Polsce, ale raczej chęć przyczynienia się do obalenia gabinetu partii sprawującej władzę, która doprowadziła do powołania komisji śledczej w sprawie afery Amber Gold.

Były premier polskiego rządu i aktualny przewodniczący Rady Europejskiej jest autorytetem dla opozycji w Polsce i stara się wyrobić sobie poważanie także na brukselskich salonach. W Polsce znany jest z ustępliwości wobec Angeli Merkel, co zapewne przyczyniło się do wyniesienia go na tak prestiżowy europejski urząd. Być może dla zachodniego Europejczyka awans ten jest oznaką uznania Wspólnoty Europejskiej za wkład Donalda Tuska wniesiony w budowanie praworządności w Polsce i prawdopodobnie nie wie on o tym, że pozostawiona przez niego partia Platforma Obywatelska poniosła porażkę w wyborach do sejmu w kilka miesięcy po zrezygnowaniu Donalda Tuska z funkcji premiera polskiego rządu. Rodzi się pytanie, czy wyniesienie szefa polskiego rządu nie było aby podaniem mu pomocnej ręki przez Angelę Merkel, która w ten sposób wynagradzała swego faworyta i tym samym chroniła przed politycznymi a być może nawet prawnymi (o czym poniżej) rozliczeniami za okres sprawowania władzy w Polsce? Czy dla niego samego brukselski awans nie był ucieczką przed przewidywaną nieuchronną porażką wyborczą. Czy obecne posunięcia Donalda Tuska, w ramach których ostro atakuje on własny kraj, to troska o praworządność, czy raczej chęć odwetu na opozycji za jej wyborcze zwycięstwo i rozpaczliwe dążenie do obalenia rządu, który powołał komisję do zbadania prawdopodobnego udziału byłego premiera w największej aferze finansowej ostatnich lat w Polsce?

Mimo składanych deklaracji, że piastując funkcję przewodniczącego Komisji Europejskiej będzie „bezstronny i politycznie neutralny wobec wszystkich 28 państw członkowskich”.Donald Tusk każdą niemal okazję wykorzystuje, aby atakować i dyscyplinować polski rząd. Po wydarzeniach na przełomie lat 2016/2017, gdy przez prawie miesiąc polski parlament był okupowany przez opozycję, przewodniczący Tusk groził Polsce, że wyciągnie konsekwencje prawne w związku z nieprawidłowo uchwalonym, jego zdaniem, budżetem na 2017.
Koordynując ten polityczny straszak z protestami przeciwników obecnego rządu w Warszawie, Donald Tusk wspierał de facto próbę puczu w Polsce i wyrabiał w Brukseli złą prasę wobec własnego kraju. Ponownie groził Polsce karami i konsekwencjami za brak zgody na relokację imigrantów z Syrii a ostatnio ostrzegał przed uchwaleniem ustawy o sądzie najwyższym.Każde ze wspomnianych wydarzeń zachodnie media przedstawiały w sposób nieprzychylny obecnemu rządowi w Warszawie, wywołując u swoich odbiorców przeświadczenie, że w Polsce zachodzą bardzo niepokojące zmiany. Continue reading

W poszukiwaniu nowej równowagi sił w Azji

Stany Zjednoczone dają światu do zrozumienia, że będą ograniczać swoją obecność militarną w odległych zakątkach globu. Być może Donald Trump posłuchał głosów realistów, którzy już dawno sugerowali, że Ameryka może utrzymać status supermocarstwa przez strategię offshore balancing. Niezależnie od faktycznych intencji, same deklaracje administracji amerykańskiej skutkują redefiniowaniem przez państwa azjatyckie swoich polityk zagranicznych. Ograniczenie obecności USA zmienia rozkład potęgi, a tym samym zmusza wszystkich graczy do oceny aktualnych sojuszy i poszukiwania nowych partnerów na wypadek konfliktu.

Zmiany w równowadze sił w Azji
Dopóki Stany Zjednoczone są obecne w Azji, równowaga sił jest zachowana. Ograniczenie zaangażowania, sygnalizowane przez Waszyngton, musi skutkować poszukiwaniem nowych sojuszników przez wszystkie państwa regionu w celu ponownego wyrównania potencjałów. Wycofanie Ameryki daje bowiem spore pole do popisu Chinom, które mogą poszerzać swoją strefę wpływów i zagrażać przede wszystkim Indiom i Rosji. Zagrożenie militarne z ich strony nie pojawi się natychmiast. Najprawdopodobniej będziemy obserwować wzrost penetracji gospodarczej kontynentu. Imperializm ekonomiczny i związany z tym dalszy wzrost potęgi mogą być przejawami rosnącego rewizjonizmu Chin, rozumianego jako polityka zmierzająca do obalenia aktualnego status quo w Azji i ustanowienia nowego porządku. Continue reading

Włochy są odpowiedzialne za kryzys migracyjny u siebie i będą musiały radzić sobie na własną rękę

We Włoszech panuje pewien zbiorowy dysonans poznawczy odnośnie kryzysu migracyjnego. Zarówno politycy jak i środki masowego przekazu głównego nurtu, prawica czy lewica, politycznie poprawni czy „populiści”, obwiniają inne państwa europejskie i rzekomy brak solidarności po ich stronie czyli niechęć przyjęcia 180 000 ludzi, których Włochy wpuściły do siebie w zeszłym roku. Nie jest to wina Grupy Wyszehradzkiej. Na europejskim spotkaniu w Tallinie włoski rząd usłyszał „Non” z ust francuskiego prezydenta, który uzasadniał swoją odpowiedź tym, że 80% przybyszów to migranci ekonomiczni,co samo w sobie jest politycznie poprawnym określeniem nielegalnych imigrantów, których należałoby wydalać; usłyszał „No’’ od Hiszpanii i „Nein’’ od Austrii i od pozostałych uczestników.

Zdanie Komisji Europejskiej pozostaje niezmienione: Włochy powinny przyspieszyć odsyłanie ludzi, w czym mogą liczyć na pomoc ze strony Unii Europejskiej.

Wychodzi na to, że solidarność nie zanikła całkowicie, a mimo to media i politycy, bez względu na ich przekonania, wykrzykiwały, że „Europa nas opuściła’’ czy „Zostawili nas samym sobie”. Tak jakby Włochy miały do czynienia z katastrofą naturalną i nie były odpowiedzialne za to, co się u nich dzieje. Czyż może być większy rozdźwięk z rzeczywistością?

„Populistyczna” partia Ruch Pięciu Gwiazd (Movimento 5 Stelle) dobrała się do sedna sprawy. Odkryła mianowicie wideo,na którym Emma Bonino, była minister spraw zagranicznych, przyznaje, że włoskie rządy zgodziły się na to, by każdy uratowany przez Frontex został przywieziony do Włoch. A więc wyszło szydło z wora: wszystkich tych migrantów kierowano do Włoch ponieważ… tak postanowił włoski rząd. Niewykluczone, że ówczesny premier Matteo Renzi wytargował z Komisją Europejską elastyczność wobec włoskiego budżetu w zamian za przyjmowanie wszystkich migrantów wyławianych przez Frontex na międzynarodowych i włoskich wodach terytorialnych. Continue reading