Migracja z Afryki do Włoch nabiera rozpędu dzięki pomocy organizacji pozarządowych

Na początku tego roku, w styczniu,śledziliśmy, jak organizacje pozarządowe we współpracy z włoskim rządem przerzucały migrantów z wybrzeży libijskich do Włoch i jak następnie przy wydatnej pomocy świata przestępczego migranci byli wykorzystywani do pracy we włoskich gospodarstwach rolnych lub zmuszani do prostytucji.

Pierwsze dostępne dane za początek roku 2017 pokazują, że interes ma się jak najlepiej: nastąpił 57% wzrost w porównaniu z pierwszymi miesiącami ubiegłego roku, co stanowi 81% za cały okres zimowy,zaś odsetek osób przewiezionych na statkach pozarządowych organizacji wzrósł z 5% do 40% tego, co obserwowaliśmy w 2016, i zbliża się do 50% w ostatnim miesiącu roku.Wygląda na to, że organizacje pozarządowe zajęły miejsce przemytników. Continue reading

Demograficzny imperializm Erdoğana wykorzystuje politykę otwartych granic

Niemal tysiąc lat temu tureckie plemiona zaczęły zasiedlać Anatolię, tworząc tureckie państwo. Jak do tego doszło? Często utrzymuje się, że kamieniem węgielnym tego państwa była klęska Bizancjum poniesiona w 1071 w bitwie pod Manzikertem. Rzeczywistość przedstawia się jednak inaczej. Nazajutrz po bitwie cesarz Romanos Diogenes zdołał zawrzeć układ pokojowy w ramach którego sułtan Turków seldżuckich otrzymał ogromną wypłatę pieniężną, zaś Bizancjum nie ponosiło strat terytorialnych.

Tymczasem bizantyjskie elity w Konstantynopolu postanowiły pozbawić władzy Romanosa i nie dotrzymywać postanowień układu pokojowego. W wynikłej walce o tron jedna z wojujących stron uciekła się do skorzystania z pomocy Sulejmana, krewnego tureckiego sułtana, by powiększyć własne szanse na przejęcie władzy. Gdy bizantyjskie elity skupiły się na Konstantynopolu, Sulejmanowi powierzono Niceę, jedno z największych bizantyjskich miast Anatolii. Tak powstał Sułtanat Rum, trwała obecność Turków w Anatolii, nie na skutek podboju ale jako wynik krótkowzroczności bizantyjskich klas rządzących.

Sułtanat Rum to toczył wojny z Bizancjum, to uzależniał się od niego, podczas gdy bizantyjscy przywódcy żywili nadzieję, że uda im się wchłonąć ludy tureckie i nakłonić do przyjęcia chrześcijaństwa. Do tego jednak nie doszło. Continue reading

Shomrim, oznaka rozpadającego się państwa

Zachodnie społeczeństwa zostały poddane kulturowej i etnicznej dywersyfikacji, która, jak utrzymują jej zwolennicy, miała ubogacić rdzenną ludność a nawet przyczynić się do jej burzliwego rozwoju. Rzeczywistość jednak wygląda tak, że członkowie różnych grup etnicznych wykazują skłonność trzymania się razem, wypierania miejscowych i zachowywania własnej tożsamości, i dalecy są od przyswajania sobie kultury gospodarza,zwłaszcza w sytuacji, gdy ich liczebność podwaja się a nawet potraja oraz dlatego, że postrzegają oni przyjmujące ich społeczeństwo jako zbiorowisko słabeuszy pozbawionych moralnego kręgosłupa.W takich okolicznościach tworzą się odrębne społeczności, duże miasta zamieniają się w mozaiki, a ich religijne i kulturowe elementy są luźno powiązane. Różnice swiatopogladowe, wyznaniowe, obyczajowe i kulturowe rodzą wzajemne podejrzenia, uprzedzenia, niechęci aż wreszcie otwartą wrogość. Społeczna spoistość trzeszczy w szwach, co przynosi ze sobą takie problemy jak popełnianie zbrodni (na podłożu rasowym lub etnicznym).

Kiedy ludzie tracą poczucie bezpieczeństwa, kiedy „włamania i pobicia wymykaja się spod kontroli”,zaś ludność nie może polegać na policji, a tak się sprawa ma w wielu dużych zachodnioeuropejskich miastach, w których pojawiło się zjawisko getta (no-go zones),członkowie danej społeczności zabierają się za tworzenie własnych jednostek policyjnych w celach samoobronnych. Dobitnym tego przykładem są londyńscy Shomrim. Continue reading

Czy warto słuchać profesora Sinna?

Sfrustrowany Harry Truman żądał często: „Czy nie ma już jednostronnych ekonomistów? Wszyscy, z którymi mam do czynienia, mówią mi, z jednej strony… ale z drugiej.”

Również współczesne media rozglądają się za człowiekiem o wyrazistych poglądach. Kimś takim od lat jest Hans Werner Sinn, emerytowany profesor, autor licznych publikacji, rozpoznawalna postać medialna, jeden z najbardziej znanych niemieckich ekonomistów, który zasłynął m.in. wprowadzeniem pojęcia gospodarki bazarowej (Basarökonomie), za pomocą którego stara się wytłumaczyć, dlaczego maleje niemiecki produkt krajowy brutto, pomimo że kraj znajduje się w czołówce światowych eksporterów.Niezwykłą popularnością cieszą się jego książki (jak „Ist Deutschland noch zu retten?“2003,“Das grüne Paradoxon“2008), w których podkreśla, że jest przeciwny transformacji energetycznej i opowiada się za zaostrzeniem prawa bankowego. W licznych wywiadach Sinn zabiera głos w aktualnych sprawach, opowiadając się albo po stronie rządowej, albo po stronie opozycji. Pochwalał na przykład Agendę 2010.Od 2015 jego uwagi i oświadczenia wprowadzały koła rządowe w tak duże zakłopotanie, że minister finansów Wolfgang Schäuble wśród zaufanych osób nazywa Sinna „Profesor Nonsens”, zaś Angela Merkel zerwała z nim kontakt, pomimo iż wcześniej był przez nią mile widzianym gościem. Continue reading

Czy Francja wybierze sobie kolejnego Hollande’a?

Rok 2016 był rokiem buntu. Referendum w Holandii i Wielkiej Brytanii, wybory w Ameryce oraz referendum we Włoszech zakończyły się poniżającymi porażkami dla korporacji, finansowych elit i rządzących polityków. Jedynie Austria zdaje się jeszcze wierzyć w realizację dotychczasowych projektów, ale nawet tam malkontenci dali o sobie znać. W roku 2017 elity będą musiały dokonać zmian w strategii.

Wszędzie ugrupowania polityczne głównego nurtu przeżywają wstrząsy, zmagając się albo z partiami, albo z własnymi członkami, którzy rzucają wyzwanie establishmentowi. We Francji, w obliczu nadchodzących wyborów, rozpadu Partii Socjalistycznej po katastrofalnej kadencji Francoisa Hollande’a, a także wyeliminowaniu już w prawyborach Sarkozy’ego i Juppe’a, konieczna okazała się zmiana strategii. By powstrzymać zagrażające rządzącym parcie mas do udziału w polityce (zwane populizmem), które nie mają już więcej ochoty służyć interesom elit, wypromowano postać Emmanuela Macrona. Continue reading

Każde referendum jest sprzeczne z interesami Unii Europejskiej

Unia Europejska to projekt elit. Członkowie tych elit zasiadający w Parlamencie Europejskim i w komisjach, są jednocześnie członkami partii w swoich krajach. A więc Unia musi prowadzić taką politykę, która podoba się partiom rządzącym i im sprzyja. A wyborcy? A obywatele? Co referendum, to okazuje się, że „nie dojrzeli” do Europy, a zatem, jak to onegdaj sformułował James Madison, ojciec amerykańskiej konstytucji: „dobrze sytuowana mniejszość musi być chroniona przed większością”.Za sprawą Unii Europejskiej polityka stała się dla przeciętnego obywatela nieprzejrzysta. Wygląda ona jak labirynt, w którym gdzieś, pomiędzy rządami poszczególnych krajów członkowskich, a Komisją Europejską, między Brukselą, Paryżem, a Berlinem podejmuje się jakieś decyzje, a jeśli coś się nie uda, to właściwie nie ma odpowiedzialnych. Dystans między instytucjami i obywatelami stał się tak duży również i z winy elit, które oddalają się od swoich obywateli. Nie mogą sobie przecież pozwolić na to, żeby do władzy doszli jacyś tam nacjonaliści we Francji, albo w Holandii, albo jacyś tam separatyści w Katalonii. Obywatele idą więc na wybory i wybierają jako wyraz sprzeciwu kogoś innego, ale … to nic nie daje. Właściwie lepiej by było gdyby podarli karty do głosowania, szczególnie te w sprawie ważnych dla UE kwestii. Dowodem jest historia wszystkich unijnych referendów z ostatnich lat.

Continue reading

Politycy, którzy niebawem przejmą stery władzy w Europie, nie zapiszą się chyba szczytnie w jej historii.

Europejskie elity od dawna nie reagują już na nadzieje i obawy swoich narodów. Skutkiem takiego stanu rzeczy jest pojawienie się w Europie nowych partii i ruchów, które na te obawy odpowiednio reagują i wzbudzają u wielu obywateli starego kontynentu nadzieję na powstanie nowego nieskompromitowanego establishmentu. Po mających się odbyć w tym roku wyborach we Francji, Włoszech i Holandii (współ)rządzić będą prawdopodobnie tacy politycy jak Fillon, Macron, Grillo, czy Wilders, którzy to stoją w zdecydowanej opozycji do starego establishmentu. Czy są oni rzeczywiście tak bardzo wiarygodni i godni zaufania, jak sami się przedstawiają? Czy też chcą oni nas jedynie nabić w butelkę i niczym nie będą się różnić od neokonserwatywnych i liberalnych współczesnych elit?

Efektem niezliczonych skandali, nepotyzmu, ciemnych interesów, pustych obietnic, tysięcy emigrantów na ulicach i w obozach dla tzw. uchodźców jest fakt, że już chyba nikt nie ufa takim politykom jak Berlusconi, czy Sarkozy. Na politycznej scenie Europy pojawiają się za to nowe gwiazdy, które to od razu zostają zaszufladkowane jako skrajnie lewicowe, albo prawicowe, populistyczne, ksenofobiczne i antyeuropejskie. Na szczęście Włosi, czy Francuzi nie kupują już tak łatwo przyszywanych etykietek i zwracają się chętniej ku politykom takim jak Marine Le Pen, czy Beppe Grillo, którzy przynajmniej potrafią wyrazić ich uczucia i nadzieje. Nawet jeśli Front Narodowy i Ruch Pięciu Gwiazd dotrzymają wyborczych obietnic, to ich politycy nie są tak przyzwoici, jakby sobie zapewne życzyli ich wyborcy. Continue reading