Papiery wartościowe z kredytów i dmuchanie bańki na rynku nieruchomości

STS-y mają być nowym antidotum Komisji Europejskiej na kryzys finansowy. Jeśli jednak lepiej się zastanowić, jest przeciwnie – to właśnie STS-y mogą spowodować następny kryzys.

Jak to się robi: banki dają kredyty, a następnie odsprzedają je jak papiery wartościowe dostępne w powszechnym obrocie. W ten sposób pozbywają się ryzyka ich niespłacenia cedując je na inne podmioty. I cóż robią te banki z pozyskanymi w ten sposób środkami? To oczywiste: nadal udzielają kredytów i w ten sposób rośnie bańka. Papiery wartościowe uzyskane w wyniku sprzedaży kredytu nazywane są produktami sekurytyzacyjnymi i były główną przyczyną kryzysu finansowego w USA w 2008 roku. Teraz jednak Komisja Europejska chce je znów spopularyzować i proponuje wprowadzenie tzw. sekurytyzacji STS. Skrót ten pochodzi z języka angielskiego (safe, simple, transparent, standardised) i ma oznaczać produkty bezpieczne, proste, przejrzyste i standaryzowane. Komisja uzasadnia pomysł ułatwieniami w pozyskiwaniu kredytów dla małych i średnich przedsiębiorstw i zmniejszeniem ryzyk systemowych (chociażby „złych” kredytów). W rzeczywistości jednak ryzyko jest jedynie przenoszone z instytucji bankowej na niebankową. To utrudni instytucjom nadzoru finansowego kontrolę operacji finansowych, ponieważ nie są one jawne, jak również uzyskanie informacji, który podmiot jest narażony na szczególne ryzyko z tytułu zadłużenia. Przejrzystość nie powinna się zatem pojawić w nazwie.

Continue reading

Aktywność NGO pod lupą polityków i wymiaru sprawiedliwości. George Soros we Włoszech.

Transport emigrantów z afrykańskiego wybrzeża stał się w ostatnich tygodniach we Włoszech sprawą o randze narodowej i przedmiotem dochodzenia prokuratora z Catani, który niedawno musiał w tej sprawie zeznawać przed komisją ds. obrony narodowej włoskiego Senatu,a niebawem będzie musiał pojawić się przed Najwyższą Radą Sędziów i Prokuratorów.

Działania NGO ostro skrytykowały partie opozycyjne Forza Italiai Lega Nord,a nawet zazwyczaj bardziej neutralny w kwestii migrantów Ruch Pięciu Gwiazd,premier Gentiloni zdecydował się natomiast pozostawić kwestię swojemu biegowi – w gestii Ministerstwa Sprawiedliwości.

Sytuacja staje się bardziej napięta poprzez jeden nowy element: pojawienie się George’a Soros’a, miliardera, niezwykle aktywnego po obu stronach Atlantyku, który potajemnie spotkał się z Gentiloni’mi to zaledwie tydzień po komentarzach włoskiego premiera odnośnie działań NGO. Spotkanie to nie zostało wymienione na stronach internetowych włoskiego rządu jako oficjalne, a moment, w którym się ono odbyło jest, mówiąc delikatnie, co najmniej podejrzany.

Continue reading

Macron nowym prezydentem Francji: czego należy się spodziewać?

Przypomnijmy sobie, jak w 2012 w mediach fetowano zwycięstwo Francois Hollande’a: człowiek, który wprowadzi zmianyprzyszłość Francji,nowe rozdaniedla Europy i ożywienie gospodarcze.

Rzeczywistość okazała się być bardzo daleka od zapowiedzi: zastój w gospodarce, zarobki otrzymujące się na tym samym poziomie, wzrastające bezrobocie i dług, tak prywatny jak i publiczny.

Mimo że Emmanuel Macron, z racji sprawowania funkcji ministra ds. gospodarki za prezydentury Hollande’a był współodpowiedzialny za ekonomiczną zapaść Francji, to jednak 65% Francuzów postanowiło dać mu kolejną szansę, obdarzając go jeszcze większą władzą niż ta, którą się cieszył dotychczas, całą winę za niepowodzenia zwalając na ustępującego prezydenta, który zaliczył w sondażach rekordowo niską, bo sięgającą 4%, popularność.

Tak jak Prezydent Hollande obiecywał zreformować Unię Europejską za pomocą “euroobligacji”,, tak celem Macrona jest “unia fiskalna”.A ponieważ Hollande spotkał się ze zdecydowaną odmową ze strony kanclerz Merkel oraz Bundesbanku, to nie wydaje się nam, by Macron mógł odnieść większy sukces: Francja jako druga co do wielkości gospodarka Strefy Euro mogłoby mieć znacznie więcej do powiedzenia przy negocjacjach z Niemcami, w tym celu jednak jej przywódcy musieliby być gotowi do zagrożenia odejściem to od stołu rokowań. Prezydenta Hollande’a nie było na to stać, toteż niczego nie był w stanie wskórać. Podobnie Macron tylko wtedy będzie mógł przeforsować swoje pomysły reform, gdy będzie gotowy zapowiedzieć, że, w przypadku niezaakceptowania jego propozycji zmian, odstąpi od projektu europejskiego. Niestety, jego filozofia, która streszcza się w słowach “Europa na pierwszym miejscu” nie pozwala na snucie takich nadziei, a przeciwnie, zapowiada jego porażkę równą tej, jaką poniósł poprzednik.

Unia fiskalna to jedyny punkt niezwykle ogólnikowego programu wyborczego Macrona warty uwagi. A choć za prezydentury Hollande’a dochodziło do licznych islamskich aktów terroru, w czasie kampanii wyborczej Macron nawet nie zająknął się na ten temat, za to stać go było na niestosowne stwierdzenie, że „nie ma czegoś takiego jak francuska kultura’’.
Continue reading

Historią świata rządzi demografia

W ciągu następnych kilku dziesięcioleci dzieje świata rozstrzygnie demografia. 2045 jest rokiem, w którym, jak przewiduje U.S. Census Bureau, biali staną się mniejszością we własnym kraju. Podobny trend daje się zauważyć w Europie. W latach osiemdziesiątych oba kontynenty rozpoczęły przekształcanie własnych stosunkowo jednolitych etnicznie społeczeństw w zbiorowiska wieloetniczne i wielokulturowe, co poskutkowało gwałtownym wzrostem liczebnym mniejszości latynoskiej w Stanach Zjednoczonych oraz napływem imigrantów z Afryki i Azji do Europy. Inteligencja a także elity wyrażały przy tym przekonanie, że odmienne grupy etniczne, które przybywają do Europy i Stanów Zjednoczonych rozproszą się a następnie w ciągu dwóch, trzech pokoleń rozpłyną w morzu rodzimej ludności, przyjmą lepsze zachodnie wartości i zasady, ponieważ, jak twierdzono, są one uniwersalne.

Tymczasem rdzenna ludność europejska już niedługo osiągnie liczebny szczyt, po którym nastąpi spadek, jaki już ma miejsce w Rosji czy w Polsce. Populacja Holandii i Niemiec wzrasta tylko dzięki dużej dzietności drugiego pokolenia imigrantów. W oka mgnieniu (w perspektywie historycznej) ludność Europy będzie przypominała mieszankę etniczną z jaką mamy do czynienia w Brazylii lub Indiach. Continue reading

To nie problem istnieje, to jego percepcja

Ostatnio szwedzkie ministerstwo spraw zagranicznych poczuło się wywołane do odpowiedzi i zajęło stanowisko wobec kilku gorących spraw nurtujących szwedzkie społeczeństwo.Dokument został sporządzony w formie pytań czy twierdzeń pochodzących od Szwedów na które udziela się w nim odpowiedzi ze strony rządu. Czytając tekst, ktoś, jak autor niniejszego tekstu, kto spędził połowę życia w podobnym socjalistycznym/marksistowskim ustroju, nie może się oprzeć wrażeniu déjà vu, ponieważ kilka dekad wcześniej w Europie Środkowej, w krajach RWPG, było tak, że oglądało się telewizję, z której dowiadywano się, że mamy ładną pogodę, po czym wyglądało się przez okno i widziało ulewę. Do tego byliśmy przyzwyczajeni. Wypracowaliśmy nawet strategię rozumienia oficjalnych komunikatów w taki sposób, że odczytywaliśmy podawane wiadomości na wspak i interpretowaliśmy dobro jako zło i odwrotnie. Toteż gdy zobaczyłem dokument opublikowany przez Szwedzkie Ministerstwo Spraw Zagranicznych, czasy socjalizmu wróciły do mnie z taką wyrazistością, jakby dopiero wczoraj się skończyły. Przypatrzmy się temu tekstowi.

Continue reading

Herezje czyli niewytłumaczalne zachowywanie się zbiorowości

Przyglądając się kryzysowi z tak zwanymi uchodźcami, zadajemy sobie pytania. Jaki sens? Jaki cel? Mówi się nam, że potrzebujemy siły roboczej, ale przecież mamy miliony bezrobotnych młodych Europejczyków; mówi się nam, że musimy zadośćuczynić za czas kolonializmu, ale przecież zasysając ludzi z Trzeciego Świata pozbawiamy tamtejsze kraje umysłów i rąk do pracy, a więc postępujemy jak kolonialiści. Mówi się nam, że to uchodźcy, a przecież musimy się zabrać za ich integrowanie, jak gdyby uchodźcy z definicji nie byli ludźmi, którzy chcą powrócić do swych zniszczonych krajów, jak tylko skończy się wojna. Mówi się nam, że emigranci z Trzeciego Świata wzbogacają nas, a przecież doświadczamy rozruchów na ulicach, mamy wzrost przestępczości, widzimy na ulicach wzmocnione patrole policyjne i słyszymy, jak kraje Europy Wschodniej bronią się przed dobrodziejstwem tego ubogacenia. Mówi się nam, że przybysze zintegrują się, a przecież na naszych oczach powstają odrębne dzielnice miast, strefy, do których nawet policja nie ma odwagi wejść, powstające równoległe społeczeństwa. Mówi się nam, że różnorodność jest naszą siłą, a przecież co i rusz docierają do nas wiadomości o etnicznych, rasowych i religijnych konfliktach z różnych zakątków świata, które pogrążone są w dobrodziejstwie różnorodności. Mówi się nam to, mówi się nam tamto, ale żaden z podawanych argumentów nie jest sensowny, zaś my sami instynktownie czujemy zbliżającą się katastrofę. O co tak naprawdę chodzi? Bo jeśli nie o gospodarkę, pomoc, ubogacenie, neokolonializm, to o co? Skąd tak nagle ten napływ obcych, skąd tak nagle ta gotowość do ich przyjmowania? Afryka, czy Azja (czy jakikolwiek kontynent) doświadczały niszczących wojen od wieków, a jednak nigdy jeszcze Europa nie przyjmowała wynikającego z tego potopu ludzkich mas. O co tu chodzi?

Historia ludzkości pełna jest herezji. Posługujemy się pojęciem teologicznym, ale stosujemy je w najszerszym możliwym rozumieniu. Herezje to objaw zbiorowego odchylenia od równowagi umysłowej, które od czasu do czasu opanowuje ludzkie głowy i szerzy się niczym ogień na wysuszonej prerii, niczym wirusy biologiczne czy wirusy oprogramowania, ze mutacjami i wszystkimi towarzyszącymi zjawiskami pobocznymi. Nie mamy przy tym na myśli li tylko albigensów, obrazoburców czy wielu innych, ale także wyznawców jakobinizmu i marksizmu, trockizmu i leninizmu i wielu, wielu innych szaleństw. Bo choć mutacje się niezliczone, zjawisko w swym zasadniczym wymiarze jest jedno: dewiacja zbiorowego umysłu. Continue reading

Obudziliśmy się i zobaczyliśmy spadające pociski

Wojny są poprzedzane przez starannie przygotowane incydenty. Trzeba było zatopić USS Maine, by Stany Zjednoczone mogły wypowiedzieć wojnę Hiszpanii; następnie trzeba było zatopić Luzytanię, by skłonić Stany Zjednoczone do wzięcia udziału w pierwszej wojnie światowej; przyłączenie się do zmagań drugiej wojny światowej wymagało zatopienia kilku amerykańskich okrętów w Pearl Harbor; incydent w Zatoce Tonkijskiej pozwolił Amerykanom nasilić obecność wojskową w Wietnamie; Prezydent Bush potrzebował zawalenia się dwóch wieżowców World Trade Center, by rozporządzać odpowiednim pretekstem do wszczęcia wojny z Afganistanem; Prezydent Bush starszy posłużył się pogłoskami, że Bagdad gromadzi broń masowego rażenia, by uderzyć na Irak; Prezydentowi Clintonowi wystarczyły masowe groby i obozy koncentracyjne, by dać sobie zgodę na spuszczenie lania Serbom; Prezydent Barrack Hussein Obama omal nie zaczął eskalować wojny w Syrii po doniesieniach użycia gazów bojowych przeciwko ludności cywilnej; w oparciu o podobne doniesienia Prezydent Donald Trump nie zawahał się wydać rozkazu odpalenia rakiet przeciwko wojskom Prezydenta Asada. I tak to się dzieje.

Gdy trzeba przychylnie usposobić ludność do wojny, należy zastosować wobec nich terapię wstrząsową. Służą temu doniesienia o podstępnych atakach, odrażających okrucieństwach oraz zastosowaniu zakazanych rodzajów broni, którymi rzekomo posłużył się przeciwnik. Największe wrażenie robi jednak odwoływanie się do krzywdy dzieci; taką kartą posłużono się w czasie pierwszej wojny światowej: niemieccy żołnierze mieli przebijać bagnetami belgijskie dzieci; posłużono się nią w przededniu wojny w Iraku: podobno iraccy żołnierze uśmiercili w Kuwejcie niemowlęta odłączając od inkubatorów prąd; posłużono się nią, by przekonać Europejczyków, że powinni zgodzić się na przyjęcie tak zwanych uchodźców z Trzeciego Świata: media bombardowały ich zdjęciem utopionego chłopca. Tą samą kartą posłużył się obecnie Prezydent Trump: nie posiada się on z żalu nad losem – a jakże by inaczej – biednych dzieci.

Cóż z tego, że odsuwa się w dal możliwe ocieplenie stosunków z Rosją; po się się przejmować wyborczymi obietnicami, że Ameryka przestanie być policjantem świata; nic nie szkodzi, że atak gazowy wojsk Assada jest nieprzekonujący: komuś w Waszyngtonie na rękę była interwencja militarna, i takaż została przeprowadzona. Qui prodest? Continue reading